Z wizytą w Fabryce Lubelli

   Oj, minęło już trochę czasu od kiedy, wraz z innymi blogerami i blogerkami zwiedzałam fabrykę makaronów Lubella.  O kurcze - minął już MIESIĄC  ! ... Czy tylko mi tak czas ucieka, czy Wam również ?
Dokładnie 28 marca, w  pochmurne, zimne i deszczowe przedpołudnie udałam się na tą niezwykłą wycieczkę. Nie musiałam podróżować daleko, gdyż Fabryka Lubelli mieści się w Lublinie, a od tego miasta dzieli mnie niespełna 50 km. Tym razem inni wstawali raniutko i pędzili setki kilometrów. Ot, taka odmiana ;)

Zwiedzanie fabryki poprzedził wykład, podczas którego przedstawiono nam historię firmy, jej produkty, działalność i inne informacje.





Z racji, że blogerów było dość sporo, podzielono nas na dwie grupy, i z przewodnikami-przedstawicielami firmy, ruszyliśmy na obchód. Jako pierwszą zwiedziliśmy halę produkcyjną oraz laboratorium. Tu dowiedzieliśmy się jak powstaje makaron, jakie testy przechodzi i jaki proces przechodzi, nim trafi do naszych rąk ... a raczej ust ;)
Linie produkcyjne Lubelli są niezwykle nowoczesne. Cały proces mieszania, formowania, suszenia i pakowania makaronu odbywa się bez udziału ludzi. Fakt - pracownicy nadzorują maszyny, programują komputery i stale obserwują pracę na hali, niemniej jednak żadna ludzka ręka nie tyka produktu. Jaki z tego wniosek ? Ano taki, że makarony Lubella są produkowane w najwyższych standardach jakości.





Drugim zwiedzanym obiektem był młyn. Fabryka Lubelli jest bowiem samowystarczalna. Nie kupuje mąki z zewnątrz, a robi ją sama, na miejscu, we własnym młynie. Gdyby ktoś pytał - mąki nie sprzedaje, w całości wykorzystuje do swoich wyrobów.
Młyn nie przypomina młyna, o jakim mamy wyobrażenie. Na próżno szukać tu młynarza obsypanego mąką. Nie zaleźli byście tam ani krzty pyłku mącznego. Ten młyn, to cały szereg nowoczesnych urządzeń, rur, rurek i innych takich tam... Tam wszystko sterowane jest komputerowo. Fajnie, ale jednak taki stary młyn ma swój urok, tajemniczość i aurę, a taki nowoczesny niestety nie... Ale, ale - wszystko dla dobra konsumentów !




Napatrzyliśmy się na makarony i co ? Zgłodnieliśmy !
Dlatego nasza wycieczka zakończyła się na lubelskim Starym Mieście, w restauracji Browar Grodzka 15. Nie zgadniecie co jedliśmy ! ... Tak, tak  - makarony. Były i  takie na zimno, w sałatkach i w daniach na ciepło. Niestety, z racji popołudniowych planów, musiałam szybko opuścić lokal i wracać do domu. Zabrakło czasu na luźne rozmowy... Oj, będzie ku temu jeszcze nie jedna okazja. Taką mam nadzieję :)





Komentarze

Popularne posty